Prascanna

0 | Skomentuj
Magiczny wilk Prascanna by Wilczyca02

 Imię: Prascanna (czyta się Praskanna)
Pseudonim: Peca, Prasi, Nna
Płeć: Wadera
Wiek: 3 lata i 8,5 miesiąca
Charakter: Miła, odważna, opiekuńcza, odważna, odpowiedzialna, mądra, inteligentna, szalona, serdeczna, kreatywna, spontaniczna, wesoła, czuła, ufna, energiczna, opanowana, pomocna, towarzyska.
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Medyczka
Rasa: Wilk magii
Moce:
- uzdrawianie przez dotyk
- potrafi rzucać różne zaklęcia
- umie tworzyć lecznicze zioła
- potrafi hipnotyzować z pomocą wzroku
- może unieruchomić kogoś przez dotknięcie go
-umie sprawić, aby rany goiły się w ciągu kilku sekund
Zainteresowania: podróże, spacery, nauka, tworzenie leków, pomaganie innym.
Historia: Wraz z ojcem i mamą poszła na spacer i się zgubiła. Szukała swoich rodziców przez kilka tygodni, ale ich nie znalazła. Kiedy już odpuściła sobie ich szukanie, postanowiła dołączyć do jakiejś watahy.
Po kilku miesiącach tułaczki odnalazła wilka który polował w lesie, był to Yesterday, i zapytała go czy zna jakąś watahę. On powiedział, że jest alfą w takiej watasze i ona zapytała czy może do niej dołączyć a on się zgodził .
Rodzina: Mama-Setera, Ojciec -Deters
Partner: Szuka, ale ciężko jej znaleźć
Potomstwo: W przyszłości chciała by mieć.
Pieniądze: 150 Lemingów
Ekwipunek: Brak
Właściciel: Wilczyca02
Inne zdjęcia: nie ma
Towarzysz: Lemi
Znaleziony obraz

Imię: Lemi
Pseudonim: Lem, Li
Płeć: Samiec
Wiek: 2 lata i 2 miesiące
Stworzenie: Magiczny leming
Wygląd: Wygląda jak typowy leming i niczym się nie wyróżnia ale jest magiczny i ma magiczne moce. Jest nie duży ma miękkie futerko o czarno, brązowo -żółtej serci, ma piękne czarne oczy.
Charakter: To bardzo miły i pomocny leming. Jest bardzo wierny i lojalny w obec swojej właścicielki. Zawsze stara się ją pocieszyć i jej pomuc. Jest bardzo mądry, to wspaniały przyjaciel .
Cechy szczególne: Ma czarną plamkę na prawej przedniej łapce.
Moce:
- Potrafi sprawić aby rośliny rosły w kilka sekund
-Zmienić się w białego tygrysa
-Czytać w myślach
-Stać się niewidzialny
-Stworzyć tarczę ochronną której nic nie złamie
Słabości: Jest dość mały i jako leming wolno biega.
Właściciel: Prascanna

Od Luny CD. Lily'ego

0 | Skomentuj
Więc zaczęliśmy jeść. Mięso było bardzo smaczne, w końcu nie na co dzień ma się okazję jeść niedźwiedzia. W ciąż do mnie nie docierało jak udało nam się zabić taką bestię i to tylko we dwójkę, gdzie czasem nawet 5 wików nie daje rady. Po kilku minutach byliśmy najedzeni dosyta, postanowiliśmy, że resztę zaniesiemy Heroice. Wziełam niedźwiedzia za prawą łapę a Lily za lewą i zaczęliśmy ciągnąć wielką bestię. Po kilku metrach mieliśmy już dość i zauważyłam, że Lily kuleje, więc zapytałam:
-Dzasz radę iść? Widzę, że coś ci się stało w łapę.-odparłam patrząc na niego, on na mnie spojrzał.
-Tak dam radę iść, tylko trochę boli. -powiedział patrząc na swoją łapę a następnie spojrzał na mnie .
-Sami tego nie ucuągniem.-stwierdziła i postanowiłam zawołać Dangroła.
On po chwili przybiegł .
-Po co zawołałaś go? Przecież on nie da rady -stwierdził patrząc na Dangrola który mu odpowiedział
-Nie martw się, ja posiadam siłę wilka w trójkę go uciągniemy.
-No zawsze to jakaś pomoc-stwierdził Lily i chwycił za łapę niedźwiedzia .
Ja zamieniłam się w smoka i chwyciłam go za szyję a Dangroł za drugą łapę.
Po kilku minutach ciągnięcia byliśmy już na miejscu a Dangroł wrócił do jaskini.
Zobaczyliśmy Heroice.
-Cześć- wykrzyczałam
-Witaj Luna- odpowiedziała miłym głosem.
-Witaj Heroico-powiedział Lily
-Witaj-rzekła miłym tonem
-Przynieśliśmy dla ciebie niedźwiedzia -powiedziałam wskazując na zwłoki bestii ona patrzyła z niedowierzaniem .
-Jak wam we dwójkę udało się zabić tak wielkiego miśka? -zapytała z ogromnym zdziwieniem.
-Sami nie wiemy jak to się udało-stwierdziłam patrząc na truchło
-Bardzo wam dziękuję-odparła z miłym wzrokiem skierowanym w naszą stronę.
-Nie ma za co- odparł Lily
-My już musimy iść ,jeszcze kiedyś cię odwiedziny -powiedziałam patrząc na nią i odwruciliśmy się i poszliśmy
-Zapraszał serdecznie- rzekła i odwtuciła się
Był już wieczór a Lily'ego coraz bardziej bolała łapa więc zaproponowałam
-Widzę, że nie dajesz już rady iść przenocujmy pod tamtym drzewem.- zaproponowałam patrząc na drzewo
-Dobrze, nie doszedłbym do jaskini-odparł patrząc na drzewo,piszliśmy i położyliśmy się pod drzewem.

< Lily?>

Odejście

0 | Skomentuj
Banshee odchodzi z bloga
Powód: Wydalenie za skopiowanie fragmentu opowiadania jednego z administratorów.
Mamy nadzieję, że zepsuje Ci się klawiatura i tu nie wrócisz.
 To Twoja nadzieja.
Cichaj XD

Od Scarlet CD Yesterday'a

0 | Skomentuj

- Nie rozumiem - szepnęłam, bardziej do siebie, ale szmaragdowy chyba mnie usłyszał.
- Wszyscy myśleli, że zginęłaś. Masz swój symboliczny nagrobek na dawnych terenach.
- Coś mnie uwięziło w lodzie... - Próbowałam sobie cokolwiek przypomnieć. Usiadłam na ziemi i zbierałam myśli - Ale nie mogło minąć sześć lat. Ja nic z tego nie rozumiem...
Jednak coś wewnątrz mnie błagało, żebym zmieniła temat rozmowy. Byłam za bardzo przygnębiona tym, że uleciało mi sześć lat z życia.
- Kim właściwie jesteś? - zapytałam nieznajomego.
- Yesterday, obecny alfa WKS.
Przez dłuższą chwilę nic nie mówiłam. Przypominały mi się stare twarze (a raczej pyski?) watahy, podczas wojny z Basiorem Ciemności. Większość pamiętałam jedynie z widzenia.
- A Moon, Anubis i pozostali? Co z nimi?
Miałam mu tyle pytań do zadania. Potrzebowałam tych informacji, już nie mogłam powstrzymać się od nie zadania ich. Skoro był tu alfą, na pewno zna nieco historię watahy.
- Połowa członków zginęła, nie znam szczegółów. Byłem szczeniakiem gdy WKS zostało wypędzone z terenów - powiedział Yesterday powoli - Ale znam pewną osobę, której będziesz mogła zadać swoje pytania.
- Dziękuje - W mojej głowie pojawiła się iskierka nadziei, że uda mi się jakoś odnaleźć w tym świecie po calutkich sześciu latach. Po raz pierwszy odkąd się wybudziłam na moim pysku znów zagościł lekki uśmiech.
- A więc dołączasz do watahy? - zapytał Yesterday, skutecznie wyrywając mnie z rozmyślań.
- Przecież nigdy nie odeszłam - mruknęłam, wstając z ziemi - Gdzie znajdę tego wilka, o którym wspomniałeś?
* * *
Wybiegliśmy z tajgi na polanę. Nie poruszaliśmy się szybko, ale mimo to nadal nie wyprostowałam dobrze łap i z trudem nadążałam za basiorem. Mówiłam już, jak bardzo nie znoszę deszczu? Właśnie lekkie kropienie przemieniło się w ulewę.
No i to było w tym wszystkim najgorsze.
Zastanawiałam się też, kto z starej WKS mógłby przeżyć wojnę.
- Daleko jeszcze? - zapytałam Yesterday'a, próbując go dogonić jednocześnie przekrzykując hałas jaki powodował ulewny deszcz.

< Yesterday? Przepraszam, że musiałaś tyle czekać, ale dopiero teraz wpadł mi do głowy pomysł.... >

Banshee

0 | Skomentuj

Imię: Banshee
Pseudonim: brak
Płeć: wadera
Wiek: pięć lat
Charakter: Banshee szczerze mówiąc nie wyróżnia się niczym szczególnym. Stara się w pełni korzystać z życia (choć nie zawsze jej to wychodzi). Nigdy nie myśli, nie czeka – woli działać, przez co czasem zdarza jej się palnąć jakąś głupotę, bądź zrobić coś naprawdę idiotycznego. Rzadko kiedy jest poważna bądź zdenerwowana. Dla każdego ma miłe słowo i promienny uśmiech. Zazwyczaj chodzi własnymi ścieżkami i nieczęsto słucha się innych. Na jakąkolwiek krytykę czy wyzwiska zwykle nie zwraca uwagi. A jak już przy tym jesteśmy to wypadałoby wspomnieć, iż anielską cierpliwość i cudem jest tak naprawdę wyprowadzić ją z równowagi. Mimo wszystko, jeśli sytuacja tego wymaga potrafi zachować powagę i błysnąć inteligencją. Zwykle jednak bagatelizuje wszystkie problemy. Zawsze szuka rozwiązania i daje z siebie 100%.
Hierarchia: Omega
Stanowisko: medyk
Rasa: Wilk wody
Moce:
~Oddychanie pod wodą
~Może zmienić się w ciecz
~Może panować nad ciałami innych wilków za pomocą krwi
~Potrafi ,,wysysać" wodę z traw, roślin etc.
~Umie spowodować wzrost niewielkich roślin (jakichś kwiatów, ziół etc.)
Zainteresowania: Uwielbia polować, biegać, rozmawiać z innymi wilkami i przede wszystkim pływać
Historia: Cóż, opuściła rodzinną watahę, ponieważ była głodna przygód, a codzienna rutyna i monotonia zaczęła już ją nudzić. Przez dobry miesiąc błąkała się bezradnie po terenach tundry, aż w końcu trafiła na wilka, dzięki któremu znalazła się tutaj.
Rodzina: Yato - ojciec, Maxin - matka
Partner: Uważa, że jest jej niepotrzebny...
Potomstwo: brak
Pieniądze: 150 Lemingów
Ekwipunek: Brak
Właściciel: Horse5348-howrse
Inne zdjęcia: ---
Towarzysz:

Od Lily'ego CD Luny

0 | Skomentuj
Niedźwiedź zaczął machać łapami, a podejście do niego, bez otrzymania obrażeń zrobiło się praktycznie niemożliwe. Zwierze wydawało się nawet opętane. Teraz misiek nie był już głodny, raczej wściekły. Nawet nie próbował uciekać.
Wyjąłem szybko sztylet, który dzięki Bogu zawsze ze sobą noszę i ruszyłem na pomoc Lunie. Jednak nadal udało nam się go jedynie lekko zranić.
- To na nic! - zawołałem do wadery - Jest zbyt silny. Lepiej go zostawmy.
Ale Luna chyba nie chciała o niczym takim słyszeć.
- Uważaj! - warknęła, odskakując na moment od niedźwiedzia - Nie może spłoszyć tamtego stada reniferów!
Niedźwiedź niebezpiecznie, krok po kroku przesuwał się w kierunku polany, na której widzieliśmy renifery. Zablokowałem mu drogę i skoczyłem na misia, wsuwając ostrze w futro. Celowałem w krtań, ale niestety spudłowałem w ruchomy cel i sztylet zagłębił się w barku niedźwiedzia do połowy.
Zaskoczone zwierze cofnęło się o kilka metrów, wylewając z rany fontannę krwi. Luna wykorzystała ten moment nieuwagi, żeby wlecieć na niedźwiedzia i wydrapać mu oczy. Ten ryknął głośno i zrzucił waderę z grzbietu, ale była to ostatnia rzecz w jego życiu. Zanim opadł na bok, zdążyłem jeszcze wyrwać z niego mój sztylet.
Byliśmy wykończeni walką z Ś.P. Niedźwiedziem. Dodatkowo dzień był bardzo upalny. Widziałem, jak Luna opada ciężko na trawę.
- Nigdy nie widziałem tak wytrzymałego niedźwiedzia - westchnąłem, siadając obok wadery - I co my z nim teraz zrobimy?
- Nie wiem. Zjadłabym renifera. Chyba tamto stadko jeszcze sobie nie poszło?
Spojrzałem na nią z niedowierzaniem. Po tym wszystkim dalej chciało jej się polować na renifery? A co z Ś.P. Niedźwiedziem? Przecież nie ma sensu polować na coś dużego, gdy ma się tą tonę mięsa pod nosem. A renifery jadam prawie co drugi dzień.
Wstałem, i kulejąc na przednią łapę, przytaszczyłem ogromne cielsko do Luny.
- Po co komu renifer, przecież mamy to - Szturchnąłem łapą zwłoki.
- Aha, rozumiem - odparła wilczyca - Nie chcesz, żeby taki pyszny obiad się zmarnował.
- No, masz racje. Tylko nie wiem za bardzo, czy zjemy chociaż połowę z tego niedźwiedzia.
Ś.P. Niedźwiedzia, dodałem w myślach.
- Zawsze możemy zanieść trochę Heroice - zaproponowała Luna - Była dla mnie bardzo miła, a na pewno się ucieszy.
- Tak czy siak życzę smacznego - powiedziałem szybko, nie mogąc już wytrzymać głodowania.

<Luna?>

Shairen (NPC)

0 | Skomentuj

Imię: Shairen
Pseudonim: Przyzwyczaiła się do nazywania ją Shai. Nie ma gwarancji, że inne miano przypadnie jej do gustu.
Płeć: Wadera
Wiek: 5 lat i 1,5 miesiąca
Charakter: Shairen to wiecznie racjonalnie myśląca, zrównoważona i spokojna wilczyca. Mimo, że bywa roztrzepana, to kiedy przyjdzie co do czego umie się na czymś skoncentrować, a zwykle jest bardzo czujna, więc nie podejdzie się do niej z zaskoczenia.
Shairen nie należy do tchórzy, zdecydowanie nie. Podczas walki naprawdę rzadko kiedy panikuje, zawsze jest spokojna i skupiona. Niektórzy nawet żartobliwie twierdzą, że wycięli jej nerwy.
Ona brzydzi się kłamstwem. Naprawdę, jeśli sytuacja tego nie wymaga to nigdy ani nie będzie kłamać, ani naciągać prawdy, ani owijać w bawełnę. Shairen ponad własne życie ceni sobie swój honor, który przez długi czas tak bardzo pielęgnowała.
Może sprawiać z początku wrażenie oschłej i bezuczuciowej wadery. Jest bardzo tajemniczą samicą. Ale gdy się ją lepiej pozna, ujrzy się jej tą o wiele lepszą, miłą, przyjazną i gotową poświęcić bez wahania własne życie dla życia przyjaciół, stronę. Choć nie da się tego tak łatwo wychwycić, to często się uśmiecha, czasem może nawet się roześmieje.
Hierarchia: Wadera omega
Stanowisko: Medyczka, szpieg
Rasa: Mieszanka Wilka Cienia i Wilka elektryczności.
Moce:
- przywołanie niebieskiej energii, przypominającej swoim zachowaniem i wyglądem kłębowisko błyskawic. Technika ta jest bardzo skuteczna, wystarczy, by Shai miejscem, w którym zebrała elektryczność, dotknęła przeciwnika, a to natychmiastowo doprowadzi go do śmierci. Jest to jednak bardzo wyczerpujące, a po zbyt długim czasie używania tej mocy Shairen może stracić przytomność nawet do czterech dni.
- zamiana siebie w cień: swój, kogoś lub czegoś. Przybierając tę formę nie odczuwa bólu fizycznego. Jedyną słabością tej mocy jest to, iż Shai może używać jej tylko, gdy w pobliżu znajduje się choćby najsłabsze światło.
Zainteresowania: Bieganie, polowanie i studiowanie medycyny.
Historia: Po wyrzuceniu z watahy, w której się wychowywała (to, z jakich powodów, jest jej prywatną sprawą, jak dotąd nikomu nie zaufała na tyle, by o tym mu opowiedzieć), wędrowała w samotności, będąc tak nieufna, że wolała zachowywać dystanse nawet przed pojedynczymi, niby przyjaźnie nastawionymi wilkami. Przypałętała się aż do granic tej watahy. Podjęła decyzję, iż dołączy.
Rodzina: Nie zna ich. Nie chce znać. Zresztą, kto by chciał, wiedząc, że rodzice zostawili swoje dziecko na pastwę losu, nie dbając o jego przyszłość?
Partner: Nie szuka miłości, ale to dlatego, że tak naprawdę po prostu boi się stracić bliskich. Już raz tego doświadczyła i od tamtego zdarzenia odpycha od siebie właściwie wszystkich, nie chcąc dopuścić do tego, by zaczęło jej na kimś zależeć.
Potomstwo: Brak
Pieniądze: 150 Lemingów
Ekwipunek: Brak
Właściciel: Asha999999 - howrse
Inne zdjęcia: ---
Towarzysz: ---

Odejście

1 | Skomentuj
Nani-mo odchodzi.
Powód: Brak czasu.
Mamy nadzieję, że dobrze się u nas bawiłaś i że kiedyś wrócisz.

Odejście

1 | Skomentuj
Neresha odchodzi z bloga.
Powód: Brak czasu (lub wydalenie za niepisanie opowiadań)

Od Altair CD. Cassie

0 | Skomentuj
Siedziałam pod ścianą, zastanawiając się, co zrobić. Zamyśliłam się tak, że niemal dostałam zawału, gdy strażnik otworzył drzwi do więzienia Cassie. Wślizgnęłam się do środka, nim basior zamknął drzwi. Wtedy młoda Gamma znowu zaczęła zachowywać się jak psychiczna, czym doprowadziła do utraty przytomności strażnika. Cassie wbiła swoje wydłużony kły w jego szyję i zaczęła pić. Gdy skończyła zaspokajać pragnienie, wilk już nie żył.
- Halo? - powiedziała nagle Cassie, zlizując krew z pyszczka. - Ktoś tu jest? Może to ja już wariuję? - ostatnie zdanie wypowiedziała ciszej.
- Cassie, to ja - odpowiedziałam, ale waderka mnie nie usłyszała. Westchnęłam. I jak ja mam jej pomóc, skoro nawet nie mogę się z nią skontaktować?
Uderzyłam łapą w ścianę i syknęłam z bólu. Cóż, przynajmniej nadal coś czułam, choć to marne pocieszenie. Ale przy okazji, spoglądając przypadkiem na ziemię, dostrzegłam, że znajduje się tam mnóstwo kurzu.
Cassie, tu Altair. Chciałabym Ci pomóc, ale jestem Gwiazdą...
Młoda Gamma zobaczyła pojawiające się wśród kurzy litery. I nagle odskoczyła, wpatrując się we mnie. Przestałam być niewidzialna.
<Cassie? Brak weny>

Od Luny

0 | Skomentuj
Dzień był dosyć ładny mimo tego, że chmury czasem nachodziły na słońce. Postanowiłam się przejść, szlam około 20min i zobaczyłam Wichrowe wzgórza.
Postanawiłam chwilę tam posiedzieć.
Siedziałam tam i rozmyśkałam o wszystkim. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk skrzydeł na początku pomyślałam, że to Marco ale zauważyłam iż to jednak był Lily. Zawołałam wręcz wykrzyczałam :
- Cześć!
On jednak tego chyba nie usłyszał, bo nawet nie spojrzał w dół.
Wzbiłam się w powietrze i po minucie dogoniłam basiora i ponownie powiedziałam.
-Cześć!-już trochę mniej hałaśliwym tonem.
-Witaj Luna.- odparł patrząc na mnie przyjacielskim wzrokiem.
-Może wylądujemy?-zapytałam spokojnym głosem, mając dłowę skierowaną głową.
-Dobrze - rzekł z lekkim uśmiechem i głową również skierowaną ku ziemi.
Zanurkowaliśmy ze sporą prędkością w dół, po chwili byliśmy już na ziemi i zaczełam rozmowę
-Dawno cię nie widziałam, co porabiałeś przez ten czas - Powiedziałam z uśmiechem, miłym tonem patrząc w stronę basiora.
- To co zawsze: polowałem, latałem, spacerowałem itp.- odpowiedział z zamyśloną miną i wzrokiem wpatrzonym w chmury. Ja na to odpowiedziałam.
-Ja tak samo - Odparłam ze spokojem.
-Działo się u ciebie coś ciekawego przez ten czas? - zapytał z miłym spojrzeniem w moją stronę.
-U mnie nic wszystko tak jak było. A u ciebie? - powiedziałam patrząc na basiora.
Szliśmi kilka minut trwają w milczeniu, w końcu zaczełam temat.
-Może zapolujemy na coś? - Zapytałam z nadzieją na pozytywną odpowiedź .
-Chętnie, we dwójkę może upolujemy coś dużego.- Odpowiedział z lekkim uśmiechem.
-To może lećmy? Będzie szybciej.-odparłam z uśmiechem i wzbiłam się w powierze.
-Dobrze .- odpowiedział kiwając głową.
Po kilku minutach lotu byliśmy nad Tundrą.
-To lądujemy. - Powiedziałam ze wzrokiem skierowanym na ziemię.
Więc wylądiwaliśmy i zaczęliśmy tropić renifery ,nie węszyliśmy zbyt długo ponieważ Lily złapał szybko trop. Poszliśmy za tropem kiedy trop już się kończył zauważyliśmy stado reniferów .
-To na którego polujemy? - Zapytałam basiora który chwilę myślał aż po chwili powiedział.
-Widzisz tamtego? Ten największy, na tego zapolujemy .- odparł szeptem aby nie spłoszyć stada.
-Dobrze. Ja go zaatakuje z prawej a ty z lewej. - Powiedziałam równierz pół szeptem.
-Dobra, ale... - powiedział nie kończąc zdania .
-Ale co? - Zapytałam patrząc w stroną którą patrzył basior, zauważyłam niedźwiedzia.
-Lepiej stąd lećmy? Nie zaczynajmy się z nim - powiedział stanowczym głosem.
-Nie oddam mu swojego obiadu - Wykrzyczałam i wyleciałam z za drzew i rzuciłam się na niedźwiedzia ,ugruzłam niedźwiedzia w prawą łapę.
-Luna!Zostaw go! - Wykrzyczał ale następnie podbiegł do niedźwiedzia i ugryzł go w lewą łapę.
-Idź stąd niedźwiedziu!! - Wykrzyczałam z agresją .
< Lily?>

Od Cassie cd. Altair

0 | Skomentuj

Drzwi się otworzyły. Stanął w nich strażnik.
Przekrzywiłam delikatnie głowę. Jego uśmiech nie zwiastował nic dobrego. Moje kły się wysunęły, gdy zrobiłam podobną minę.
Odczekałam, aż drzwi się zamkną. Wtedy się odezwałam;
— Nie wyjdziesz już stąd. — zachichotałam. 
— A co taki szczeniak jak ty może mi zrobić?
— Dużo...
Dopiero teraz dostrzegł kły, które wystawały mi z pyska. Zrobił krok do tyłu.
— Pogorszysz sytuację swojej watahy! — próbował wybrnąć cało z sytuacji.
— Oh... A kto by obwiniał takiego szczeniaka jak ja? — zmrużyłam oczy. — Bu! — zrobiłam nagły ruch w jego stronę. Miałam ochotę śmiać się jak psychopatka, gdy zamknął oczy, uderzając w ścianę.
Wbiłam kły w jego krtań. Ciepła krew spłynęła po moim pysku.
     Gdy wilk był już trupem, wciąż czułam czyjąś przytłumioną obecność.  Dlatego rozglądałam się po pomieszczeniu, jednak nic nie mogłam dostrzec.
— Halo? — powiedziałam głośno, po czym zlizałam szybko czerwoną ciecz. — Ktoś tu jest? Może to ja już wariuję? — ostatnie zdanie wypowiedziałam ciszej.
Dobrze, że nikt z watahy tego nie widział. Co by wtedy o mnie pomyśleli? Wygnaliby, zabili? Nie wiem czym jestem. Może oni będą wiedzieli? Ale... Czy warto ryzykować? Nie chcę stracić rodziny... Przecież jedną straciłam!

< Altair? Ten uczuć, kiedy masz pomysł, ale gorzej jest z weną c: >